Spotkanie 5: 1 Luty 2010 „Rok Kapłański: Wierność Chrystusa, wierność kapłana” - O pysze i pokorze

5 spotkanie „Rok Kapłański: Wierność Chrystusa, wierność kapłana”: O pysze i o pokorze

Pycha jest przeklętym grzechem, który strącił anioły z nieba do piekieł. Grzech ten jest stary jak świat, obraża Boga i sprowadza nieszczęścia na ludzi. To człowiek pyszny wszystko przypisuje samemu sobie, a nie Bogu. Nieszczęsna duma ogarnia starych i młodych, bogatych i ubogich. Grzech ten bardzo zaciemnia nasz umysł. U innych widzimy pychę, a nie dostrzegamy jej w sobie samych. Pycha najbardziej rani Serce Jezusa.

Grzeszymy pychą na różne sposoby: ubiorem, słowami, postawą ciała, a nawet sposobem chodzenia. Są ludzie, którzy idą ulicą z taką dumą, jakby mówili wszystkim wokół: "Spójrzcie, jaki jestem wielki, jaki wyprostowany, jak pięknie umiem chodzić!”. Inni, jak tylko uczynią coś dobrego, nie przestają o tym rozprawiać, a kiedy popełnią błąd, strasznie się przejmują, co też inni o nich pomyślą. Inni z kolei nie lubią, gdy ktoś znajomy spotka ich w towarzystwie biedaków i zawsze szukają towarzystwa bogatych. Jeśli przypadkiem zostaną zaproszeni do domu wielkich tego świata, chlubią się tym i hołdują swojej próżności. Są też osoby, których pycha przejawia się w mowie - układają starannie to, co mają do powiedzenia, szukają pięknych słów, a jeśli się przejęzyczą, zaraz się złoszczą na siebie ze strachu, czy aby ktoś nie będzie się z nich śmiał. Pokorny człowiek tak się nie zachowuje. Czy ktoś z niego się śmieje, czy ma go w poważaniu, czy się go chwali, czy oczernia, szanuje go, czy nim pogardza, zwraca nań uwagę, czy nawet go nie dostrzega - wszystko mu jedno.

Jeśli chcecie poznać, czy ktoś jest pyszny, wystarczy go posłuchać: przy każdej okazji zabiera głos, mówi wyłącznie o sobie, wszystko robi lepiej od innych, tylko on bowiem potrafi zrobić coś dobrze, krytykuje czyny innych, aby tym samym uwidocznić własne.

Są też ludzie dający wielkie jałmużny, żeby wzbudzić tym podziw... Lecz osoby takie nie odnoszą żadnej korzyści ze swoich dobrych uczynków. Przeciwnie, ich jałmużny obrócą się w grzech.

Wszystko potrafimy doprawić solą pychy. Chlubimy się, jeśli nasze dobre uczynki znane są publicznie. Cieszymy się, kiedy ktoś zwraca uwagę na nasze cnoty, a kiedy zauważa nasze wady, popadamy w smutek. Zauważam to u wielu osób. Na cokolwiek zwróci się im uwagę, natychmiast wpadają w niepokój i smutek. Nie tak postępowali święci, martwili się, kiedy dostrzegano ich cnoty, a cieszyli, gdy ludzie widzieli ich niedoskonałości.

Człowiek pyszny uważa, że wszystko, co robi, czyni dobrze. Pragnie nad wszystkimi panować, zawsze ma rację, sądzi, że jego zdanie jest lepsze od zdania innych. Zaś człowiek pokorny i wsłuchany w naukę Bożą, zapytany, wypowie swoje zdanie, lecz najpierw pozwoli mówić innym. Czy mają [oni] rację, czy nie, już z nimi więcej nie dyskutuje.

Święty Ludwik Gonzaga, gdy był karcony w szkole, nigdy się nie usprawiedliwiał. Mówił, co myślał, i nie przejmował się, co o tym będą sądzić inni. Jeśli się mylił, to się mylił, a jeśli miał rację, mówił sobie: "Innym razem się myliłem”.

Święci tak potrafili umierać dla siebie, że nie przejmowali się wcale tym, co kto mógł myśleć na ich temat. Mówi się czasem, że święci byli głupi i naiwni! To prawda: byli głupi i naiwni, jeśli chodzi o sprawy tego świata, lecz za to znali się doskonale na sprawach Bożych. Oczywiście, że nie rozumieli zbyt wiele ze spraw tego świata, ponieważ wydawały się im one tak mało ważne, że nie zwracali na nie uwagi.

Modlitwa za kapłanów Pawła VI
Panie, daj im serce czyste, zdolne kochać tylko Ciebie taką pełnią, taką radością, taką głębokością, jakie wyłącznie ty potrafisz ofiarować, kiedy staniesz się wyłącznym, całkowitym przedmiotem ludzkiego serca. Serce czyste, które by nie znało zła, chyba tylko po to, by je rozpoznać, zwalczać i unikać, serce czyste jak dziecka, zdolne do zachwytu i do bojaźni. Amen

Jak faryzeusz jest obrazem człowieka pysznego, tak celnik przedstawia człowieka pokornego, przejętego poczuciem osobistej nicości i ufającego Bogu. Zapomina o wszystkim co dobrego uczynił i żywo ukazuje swoją duchową nędzę i niegodziwość. Z jego duszy wyrywa się skarga „Boże mój, zlituj się nade mną, bo jestem wielkim grzesznikiem”. Ta pokora wzrusza serce Boga, bo otrzymuje celnik przebaczenie win i pochwałę z ust Jezusa Chrystusa.

Czystość jest łaską z nieba, trzeba o nią prosić Boga. Jeśli będziemy o nią prosić, otrzymamy. Potem jednak trzeba pilnie strzec, by jej nie utracić, zamknąć swoje serce na pychę, zmysłowość i wszystkie inne pożądliwości, jak zamyka się okna i drzwi przed złodziejem.

Pokora Proboszcza z Ars
Jak pycha jest źródłem wszelkich występków, tak pokora jest podstawą wszelkich cnót. To brama, przez którą przechodzą Boże Łaski. Ona jest przyprawą wszelkich dobrych uczynków, czyni je miłymi Bogu. Według św. Bernarda pokora jest poznaniem siebie samego i pogarda własnej nicości.

Tym, którzy nie znali bliżej Proboszcza z Ars, mogło się wydawać, że wobec cudów dziejących się wokół niego, pośród owacji tłumu i otaczającej go atmosfery chwały, jego największą, jeśli nie pułapką, to przynajmniej pokusą, jest pycha. Jakimż wyzwaniem było bowiem pozostać pokornym wśród głośnych wyrazów powszechnego uwielbienia! Któregoś dnia wspomniano mu o tym, a on w lot zrozumiał intencję, podniósł oczy ku niebu i z głębokim smutkiem, graniczącym ze zwątpieniem, odpowiedział: "Ach! Gdybym chociaż nie był kuszony rozpaczą!”

Pewnego dnia rano otrzymał list pełen oszczerstw, a wieczorem inny, w którym oprócz wyrazów szacunku i zaufania autor nazywał go świętym. [Proboszcz] podzielił się swoimi spostrzeżeniami z drogimi mu siostrami ze zgromadzenia Córek Opatrzności Bożej:
- Spójrzcie, jak niebezpieczne jest poddawanie się uczuciom. Dziś rano mógłbym stracić pokój wewnętrzny, gdybym przejął się oszczerstwami, które rzucono pod moim adresem, a wieczorem mógłbym łatwo ulec pokusie pychy, gdybym uwierzył w te wszystkie komplementy. O ileż bardziej roztropnym jest nie ulegać cudzym opiniom i słowom i nie brać ich do siebie!
Na temat tych samych dwóch listów mówił jeszcze:
- Otrzymałem je oba tego samego dnia, w jednym napisano, że jestem wielkim świętym, a w drugim, że tylko ze mnie hipokryta i szarlatan. Pierwszy list niczego mi nie dodaje, a drugi niczego mi nie odejmuje. Przed Bogiem bowiem jestem tym, kim jestem, ni mniej, ni więcej.
Innym razem mówił:
- Bóg wybrał mnie, abym był kanałem łask dla grzeszników, ponieważ jestem najgłupszym i najnędzniejszym spośród wszystkich księży. Gdyby w diecezji znalazł się ksiądz jeszcze głupszy i nędzniejszy ode mnie, Bóg wybrałby jego zamiast mnie.
W ustach Proboszcz z Ars często pojawiała się też uwaga:
- Mówi ktoś źle o tobie, prawdę mówi; prawi ci ktoś komplementy, naigrawa się z ciebie. Co jest lepsze: gdy ktoś cię ostrzega, czy gdy cię zwodzi? Gdy traktuje cię poważnie, czy gdy kpi sobie z ciebie?
Ksiądz Vianney nigdy pierwszy nie zabierał głosu na swój temat. Na pytania odpowiadał powściągliwie i lakonicznie, co sprawiało, że rozmówcy milkli. Następnie szybko ucinał rozmowę i starał się zmienić temat. Gdy mu się to nie udawało, jego pokora zdolna była wymyślać coraz to nowe sposoby pogardzania samym sobą.
Raz opowiadał z zachwytem o księdzu, którego bardzo cenił. Swoim pięknym, obrazowym językiem powiedział, że są w nim jakby jaskółka i orzeł zarazem.
- A w Księdzu co jest?
- Co jest we mnie? Myślę, że Proboszcz z Ars nosi w sobie gęś, indyka i raka.
- Jaki Ksiądz dobry, że zechciał przyjechać tu do pomocy - powiedział kiedyś Proboszcz na powitanie nowo przybyłego misjonarza.
- Księże Proboszczu, spełnienie tego obowiązku jest dla mnie wielką przyjemnością.
- Raczej okazaniem miłości bliźniego.
- Księże Proboszczu, proszę w to nie wierzyć. Nie ma w tym ani krzty miłości bliźniego.
- Ależ oczywiście, że jest! W Księdza obecności to wszystko jakoś jeszcze po ludzku wygląda, ale jak jestem tu sam, nic nie znaczę. Jestem jak zera, które nabierają wartości dopiero w obecności innych cyfr. Jestem stary i czuję się do niczego.
- Księże Proboszczu, jest Ksiądz ciągle młody sercem i duchem.
- To prawda, przyjacielu. Mogę odpowiedzieć, podobnie jak pewien święty, którego pytano, ile ma lat, że nawet jednego dnia jeszcze dobrze nie przeżyłem.
Ksiądz Vianney stale odczuwał potrzebę umniejszania się. W odniesieniu do siebie używał słowa "biedny". Biedna była jego dusza, biedna była jego nędza, biedne były nawet jego grzechy. Zawsze był gotów przyznać się głośno do swoich błędów, i jeśliby mu uwierzyć, miało mu nie starczyć życia na ich opłakiwanie. W stosunku do siebie umiał formułować jedynie oskarżenia.
Pokora serca Proboszcza z Ars kazała mu nieustannie opłakiwać własną słabość i głupotę. Jedynie Bóg był w stanie otrzeć te łzy, ponieważ [ks. Vianney] z odwagą i szczerością [dziecka] rzucał się na oślep z całą swoją niemocą w Jego ramiona. Wszystko sobie wyrzucał. Zdawać by się mogło, że zestarzał się w grzechach i że był najokropniejszym i najnieszczęśliwszym z grzeszników.
Jakiż dobry jest Bóg - powtarzał często - skoro znosi przepaść mojej nędzy!
Bóg okazał mi wielkie miłosierdzie, nie dając mi niczego, na czym mógłbym się oprzeć: ani talentu, ani wiedzy, ani siły, ani cnoty. Wnikając w siebie, znajduję same grzechy. A i tak dobry Bóg nie pozwala mi do końca siebie samego poznać, gdyż na pewno wpadłbym w rozpacz. Nie mam innej obrony przed pokusą rozpaczy, jak rzucić się do stóp tabernakulum niczym pies, który kładzie się u stóp swego pana.
Ksiądz Vianney należał do nielicznych, którzy o pokorze umieli mówić z pokorą.
- Księże Proboszczu, jak zdobyć mądrość? - zapytał go pewien człowiek.
- Przyjacielu, trzeba miłować Boga.
- A jaki jest najlepszy sposób miłowania Boga?
- POKORA! POKORA! Tylko pycha uniemożliwia człowiekowi bycie świętym.
Na temat pokory Proboszcz mówił także:
Pokora jest szalą u wagi: im bardziej się człowiek z jednej strony uniża, tym bardziej zostaje wywyższony z drugiej.
Prawdziwymi przyjaciółmi są ci, którzy nas upokarzają, a nie ci, którzy nas chwalą.
Zapytano świętego, która z cnót jest największa.
Odrzekł: Pokora.
- A druga?
- Pokora.
- A trzecia?
- Pokora.
Nigdy nie pojmiemy do końca naszej nędzy. Na samą myśl o niej aż ciarki przechodzą! Bóg pokazuje nam zaledwie jej rąbek, napełniając nas nadzieją, że kiedyś będziemy oglądać Boga w niebie.
Święci znali samych siebie lepiej niż inni, dlatego byli pokorni. Wielkim zakłopotaniem napełniała ich świadomość, że Bóg posługuje się nimi, by czynić cuda. Święty Marcin był wielkim świętym, lecz uważał się za wielkiego grzesznika. Wszystkie plagi, jakie spadały na ludzi w jego czasach, przypisywał swojej grzeszności.
Jest niewyobrażalne, że takie małe stworzenie jak człowiek może się pysznić. Pewnego dnia św. Makaremu ukazał się diabeł z batem w ręku i powiedział:
- Potrafię robić to samo, co ty: pościsz, a ja nie jem wcale, czuwasz, a ja nie potrzebuję snu. Jest tylko jedna rzecz, którą ty potrafisz, a ja nie.
- Cóż to takiego?
- Być POKORNYM! - odparł diabeł i znikł.
Gdybyśmy znali siebie tak dobrze, jak Bóg nas zna, nie moglibyśmy żyć; umarlibyśmy z przerażenia.
Święci mieli dobry sposób na odpędzanie diabła. Wystarczyło, że westchnęli: "Ależ jestem nędzny!".

Są trzy rzeczy, które pokorę powinny nam narzucać, a to:
1) wielkość Boga,
2) poniżenie i upokorzenie się Jezusa Chrystusa,
3) nasza własna nędza.
Prośmy Pana Boga o pokorę, aby przy pomocy Jego łaski moglibyśmy sobie uświadomić, te wszystkie dobra – tak cielesne jak i duchowe pochodzą tylko od Niego.
Kochajmy tę cnotę, bo ona jednoczy nas z Bogiem, czyni łatwym współżycie z bliźnimi i pomaga nam dźwigać krzyże

Myśli Św. Jana Vianney’a
Lubimy bardzo widzieć, że nasze czyny są znane. Jeśli zwraca się uwagę na nasze cnoty, cieszymy się; jeśli zauważa się nasze wady, jesteśmy smutni. Święci tak nie postępowali: cierpieli z tego powodu, że ich cnoty są znane, a byli zadowoleni, gdy widziano ich niedoskonałości.

kwiatek

Nasza pycha jest łańcuchem wszystkich wad, pokora natomiast jest łańcuchem wszystkich cnót.
Czyste dusze utworzą krąg wokół Pana Jezusa. Im czystszym było się na ziemi, tym bliżej Chrystusa będzie się w niebie.

kwiatek

Czystość pochodzi z nieba, trzeba o nią prosić Boga. Trzeba bardzo się starać, aby jej nie utracić. Trzeba zamykać nasze serce przed pychą, zmysłowością i wszystkimi innymi namiętnościami, tak jak zamyka się drzwi i okna, aby nikt obcy nie mógł wejść.

kwiatek
W niebie nie ma uraz. Dlatego serca dobre i pokorne, które przyjmują obelgi i zniewagi z radością lub obojętnością, już na tym świecie przeżywają swoje niebo, te zaś, które zachowują urazy, są nieszczęśliwe.

kwiatek

Wiadomo, kiedy dusza godnie przyjęła sakrament Eucharystii. Jest tak zanurzona w miłości, przeniknięta nią i przemieniona, że nie można już jej poznać w jej słowach i czynach. Jest pokorna, cicha, miłosierna i skromna; jest w zgodzie ze wszystkimi, zdolna do największych ofiar.

kwiatek
Jesteśmy wielcy, a jednocześnie jakże mali. Nie ma nic większego, a zarazem nic mniejszego, niż człowiek. Nie ma nic większego, kiedy patrzy się na jego duszę, nic mniejszego, gdy patrzy się na jego ciało. Jesteśmy bardzo zatroskani o ciało, tak jakby tylko o nie należało się troszczyć.

kwiatek

Aby wiedzieć coś o naszej godności, trzeba często przypominać sobie o niebie, o Kalwarii i o piekle.

kwiatek